Puk puk? :) Po długiej, bardzo długiej przerwie powoli wracam. Nie sądzę, aby publikacje były tak częste jak kiedyś- obowiązki niestety przeważają. Postaram się jednak być najczęściej jak to tylko możliwe, chociażby dla samej siebie :)

Dziś makijaż wieczorowy, bądź dzienny dla odważniejszych. Makijaż ten jakiś czas temu był moim totalnym ulubieńcem- malowałam się tak dzień w dzień do pracy. Rzadko kiedy sięgam w makijażu po fiolet, jednak te połączenie kolorystyczne, gdzie fiolet nie jest aż tak nachalny, zdecydowanie przypadło mi do gustu. Kocham to, że fiolet delikatnie opalizuje na zielono, miejscami nawet turkusowo! Jak widać po logo, makijaż jak i zdjęcia troszkę stare- zrobione jeszcze z myślą o dawnym szablonie bloga i jakoś wyszło tak a nie inaczej, że go nie wrzuciłam (nie wiedzieć czemu). Dziś odkopany, w końcu opublikowany.




Twarz

- podkład Skin Balance #22 Pierre Rene
- puder sypki #2 Make-Up Studio
- bronzer #Sun kissed MIYO
róż #Candy Floss W7


Oczy

- brązowy cień #? Inglot
fioletowy cień #Love Potion No9 Lime Crime
mascara #They're real! Benefit
czarny eyeliner w żelu They're Real Push Up Liner Benefit
sztuczne rzęsy KKCenterHk 

Usta

- konturówka Lip Matic #07 Pierre Rene
- błyszczyk #? Glazel


Od jakiegoś czasu pewne osoby usiłują mnie rozebrać (mrr.) w celu odsłonięcia rąbka tajemnicy w związku z moimi tatuażami. Ile ich jest, co oznaczają- generalnie po co, na co i czy bolało. W końcu doszłam do wniosku, że podzielę się z Wami moimi aktualnymi malunkami.


Dawno, dawno temu...

Pierwszy swój tatuaż zrobiłam w wieku lat 18. Miało to być małe "coś". Coś łatwego do ukrycia, coś osobistego. W tamtym momencie miał to być pierwszy i ostatni tatuaż. Teraz się z tego śmieję, oczywiście. Wstępnie napis ten miał widnieć na nadgarstku, finalnie wylądował na karku.
Posiada w sobie biały tusz oraz turkus- niestety z biegiem lat coraz bardziej odchodzą w zapomnienie te kolory. Napis ten oznacza "nektar bogów", czyli ambrozja. Skąd pomysł? To tytuł seta w wykonaniu Myra Romano. Na tę chwilę biorę pod uwagę zakrycie tego tatuażu.

Skala bólu? Fifty fifty. Więcej strachu niż to było warte :) 


Chciałabym, chciaaaaała!

Kolejny tatuaż zrobiłam rok później. Przyznam, że był on największym nieporozumieniem i walczę ze sobą, aby w końcu go poprawić. Tatuaż na stopie, motyw florystyczny. Z przymrużeniem nazywam go "chwastem". Projekt własny, robiony na kolanie, bo zapomniałam o tym, że jestem umówiona na tatuowanie. Niestety miałam z nim przeboje- nie przyjął mi się tusz i wyłaził jak szalony. Tatuaż sam w sobie ma duuuużo niedociągnięć, niestety. Na pewno go ogarnę. Nie wiem kiedy, ale ogarnę. Podsumowując- tragedii nie ma, w połączeniu ze szpilkami prezentuje się mega kobieco wg mnie. 

Skala bólu? Nie znam przekleństw, które by to określiły. 


Coś.

Osoby, które wpadły w wir tatuaży będą wiedziały co mam na myśli. 
"Nosi mnie. Jakiś tatuaż nowy bym walnęła sobie. Co? Nie no, nie wiem co."
Kolejny tatuaż to właśnie impuls. Słowo "eternity" widnieje na moim ciele tylko dlatego, że po prostu podoba mi ono. Podoba mi się to, jak tajemniczo i dźwięcznie brzmi. I to by było na tyle, jeśli chodzi o przesłanie tatuażu. SO DEEP. Usytuowany pod lewym pośladkiem, wygięty w łuk wzdłuż linii zgięcia.

Skala bólu? Jakiego bólu?


Co ja pacze?

Ten malunek, aktualnie największy, jest moją perełką. Oko ma symbolizować moją pasję, mnie i siłę, jaka kryje się w ludzkim spojrzeniu. Oko chciałam wytatuować sobie zawsze. Illuminati pozostawmy na drugim planie:) Projekt własny ze współudziałem Sary Zubel. Dziubana byłam noo... z 5 godzin? Zależało mi na tym, aby tatuaż ten był taki... magiczny. Dymki, pyłki i te sprawy. Takie zaczarowane oko. Już planuję ciąg dalszy tego tatuażu, ale to pozostawię póki co jako słodką tajemnicę. Z pewnością będę jeszcze bardziej zaczarowana (if you know what I mean!)

Skala bólu? Pierwsza połowa tatuażu- lajcik totalny. Po zmęczeniu skóry, już było gorzej, jednak bez tragedii.


Mania prześladowcza.

Ostatni (na tę chwilę) tatuaż wykonałam niecały miesiąc temu- przy okazji gdy dziubał się mój chłopak. Nie byłabym sobą, gdybym wyszła bez niczego, chociaż najmniejszego znaku pozostawionego na mojej skórze. 
Historia tatuażu jest dość dziwna. Też macie w swoim życiu słowo, które Was w jakiś sposób prześladuje? Zwracacie na nie szczególną uwagę, gdy pojawia się w reklamach, książkach, filmach itp? Mnie prześladuje słowo "insane". Czy jestem obłąkana? Nie dajmy się zwariować ;) Ponad to zawsze podobały mi się tatuaże za uchem, tym samym miejsce od razu się znalazło. 
Aby napis nie był taki zwykły i chociaż odrobinę odwzorowywał swoje przesłanie, postanowiłam, nieco utrudnić jego odczytanie dla odbiorcy. Lustrzane odbicie. 

Skala bólu? Spokój, relaks- zero bólu.






Szybki wpis, żeby nie zawiało ciszą :) Ostatnio moje ulubione zestawienie - na luzie, wygodnie i z  duuuużą ilością czerwieni. Jedyne co mnie wkurza, to spodnie, a raczej ledżiny. Kupując je, wciskłam je na siłę na tyłek, a teraz? Prawie pod same pachy muszę je podciągać. Tłumaczę sobie, że schudłam (hahaha). Tak swoją drogą- im jestem starsza, tym bardziej młodzieżowo się ubieram... Nie potrafię tego wyjaśnić. 







Koszula: Sinsay / T-shirt: Sinsay / Ledżiny: Sinsay / Trampki: New Yorker / Pierścionki: H&M / Nausznica: Allegro 





Dziś metamorfoza na osobie, której de facto takowa nie jest potrzebna... Marietta- istna modelka! Zgrabna, wysoka, wysportowana i przede wszystkim naturalnie piękna :) Mój TŻ od razu stwierdził, że świetnie wygląda bez makijażu, a skoro facet tak twierdzi, to tak być musi. 
Makijaż ten niedawno robiłam klientce i tak przypadł mi do gustu, że postanowiłam odwzorować go na mojej modelince. Miałyśmy się szybko uwinąć, a wyszło jak zwykle ;) 













Dziś wpadła do mnie Daria- niezwykle miła, pozytywna i przede wszystkim naturalna dziewczyna! Na co dzień jej makijaż jest naprawdę minimalistyczny, dlatego też podczas tej przemiany, nie chciałam za bardzo przesadzić, więc wykorzystałam klasyczne i jednocześnie eleganckie kolory. Chciałam, aby było kobieco, jednak z malutkim pazurkiem, dlatego też nie mogło zabraknąć rzęs- w tym przypadku w kępkach, aby efekt był widoczny, ale nienachalny :) Baaardzo podoba mi się Daria w takim wydaniu! 

PS, Wciąż walczę z aparatem, tym samym te zdjęcia, na których mi zależało najbardziej, czyli zbliżenia, po prostu do niczego się nie nadają :( 











Dzisiejszy wpis będzie iście weselny - czyli co miałam na sobie, dodatki, fryzura (o której pisałyście na instagramie;)) Odruchowo chciałam postawić na klasyczną czerń, jednak przemogłam się i postawiłam na bardziej dziewczęcą stylizację. Piękne wesele, cudowna atmosfera!





Sukienka: no name / Marynarka: no name / Kopertówka: pamiątka rodzinna
Buty: CCC / Kolczyki: Cropp / Bransoletki: Sinsay 
Fryzura: Paulina Więch aka Mistrzu